Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 233 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Obietnica Mannitou

wtorek, 20 listopada 2007 16:07

Miesiąc temu wybraliśmy się z rodziną podziwiać kanadyjską jesień. Tutaj jesień jest piękna. Liście są różnych kształtów i palety barw.

Co pewien czas, zatrzymywaliśmy się by podziwiać urokliwe miejsca. Pogoda nam sprzyjała, świeciło słońce, a droga na północ  przypominała podróż w krainę baśni.

W pewnej chwili dostrzegliśmy muzeum. Na zewnątrz indiańska wioska tętniła życiem.

 

 

W środku podziwialiśmy eksponaty. Większość z tych dzieł była wykonana przez indian.

Kiedy zebrało się parę oso zaproszono nas do kręgu, by posłuchać opowieści i legend.

 

 

David ze szczepu Ojibway wprowadził nas w histrorię powstania lądu na którym mieszkamy.

A brzmiała ona tak:

Dawno, dawno temu żyli ptakoludzie, roślinoludzie i ryboludzie. Kiedyś zebrali się na skorupie żółwia i postanowili rozpocząć nowe życie. Do tego była im jednak potrzebna ziemia. Jedynym miejscem gdzie można było ja znaleźć było dno oceanu. Wilu śmiałków bezskutecznie próbowało sięgnąć dna oceanu, ale nikomu się to nie udawało.Kiedy już wszyscy stracili nadzieję to zgłosił się na ochotnika mały, niepozorny robaczek. Obiecał, że przyniesie z dna oceanu troszkę czarnego mułu, by zgodnie z obietnicą Mannitou, dać początek żyznej glebie.

Obietnicy dotrzymał. Wypłynął  z garstką mułu, ale stracił własne życie. Rośłninoludzie rozrzucili ziemię na pancerzu żółwia, a Mannitou, tak jak obiecał rozciągnął powierzchnię gada. Do dzisiaj widzimy, że głowę ma na Alasce, pancerz w Kanadzie i USA, jedną nogę na Florydzie, a drugą w Kalifornii.Ogon w Meksyku.

Potem wysłuchaliśmy opowieści o poszukiwaczach złota i o tym jak ludność tubylcza była mordowana z powodu tego kruszca. Opowiadał jak biały człowiek przywiózł choroby i zarazę, które zdziesiątkowały ich plemiona. Mówił o krwawych walkach ludności i o tym jak podstępnie dzielnych wojowników upijano ognistą wodą. 70% ludności tubylczej zginęło w Wojnie Secesyjnej.

Opowiadania Jima, Starego Niedżwiedzia poruszały nas do głębi. W swoich opowieściach zawędrował aż do niedalekiej przeszłości. Wielu Indian było zmuszonych opuścić rezerwaty, tracąc obywatelstwo kanadyjskie. Uczestniczyli oni w I i II Wojnie Światowej. Jednym z ostatnich wojowników był on sam. Walczył w Wietnamie. Jego pluton wycięto do nogi. Wrócił do Stanów, z wieloma medalami, ale wciąż był niepotrzebny nikomu, bez wykształcenia i środków do życia.

Na koniec usłyszeliśmy piękne pieśni. Wystukiwaliśmy rytmy na bębnach i grzechotkach.

 

A to jest link do jednej z pieśni nagranej w czasie tego spotkania:

  Nagrany przez Marcina. Fotografie zrobione też przez Marcina.

http://www.youtube.com/watch?v=HhWQN9W7Dpc

 

Na koniec zaproszono nas do oczyszczenia ciała i serca świętym dymem.

W samochodzie rozmawialiśmy o tym spotkaniu i każde z nas umieściło notatki na swoim blogu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Historia kotka

sobota, 17 listopada 2007 2:04

 

W zimny listopadowy wieczor zostal znaleziony na cmentarzu. Byl bardzo malutki, mial niespelna kilka tygodni, przemarzniety i wyglodzony. Resztkami sil owijal sie wokol lampki znicza by wylapac kazda drobine ciepla. Miauczeniem ledwo slyszalnym blagal o pomoc.

Po przyniesieniu go do domu zobaczylismy jak bardzo jest wyczerpany i odwodniony. Byl przestraszony, ale zaufal nam od samego poczatku. Syn zawsze byl i jest dla niego najwazniejszy. W koncu to on go znalazl.

Przez pierwsze dni kotek tylko pil, jadl i spal, z przewaga tego ostatniego. Nazwalismy go "Kicia". Jednak po jakims czasie okazalo sie ze to nie jest kotka. Imie jednak pozostalo niezmienione.

Podziwialismy jego spryt, madrosc i charakter. Dorastal na naszych oczach. Siadal na kolanach syna i przednia lapke przesuwal po jego policzka. To wygladalo tak jakby kazdego dnia dziekowal za uratowanie mu zycia. Kladl sie na gorze monitora. Kiedy jednak znudzilo mu sie czekanie, wskakiwal na klawiature i wszystko bylo jasne.

Kiedy wyjezdzalismy w lipcu do Kanady, kotek nie mogl z nami leciec, poniewaz niemieckie linie nie zezwalaja na transport zwierzat na pokladzie. Zaplanowalismy jego przylot we wrzesniu, kiedy syn bedzie ponownie w Polsce i zarezerwowalismy bilet Polskich Linii Lotniczych LOT.

Po miesiacu okazalo sie jednak, ze kotek bardzo teskni, ze musimy przyspieszyc jego przylot do Kanady. Zdecydowalismy sie wiec na jego samodzielna podroz. Dziadkowie zostali obarczeni przygotowaniami kotka do podrozy. Od firmy odpowiedzialnej za transport kotka otrzymalismy instrukcje. Musiala byc zakupiona klatka o specjalnych wyniarach, kotek musial miec swoj paszport z aktualnymi szczepieniami, badanie lakarskie, wszczepiony chip.

Na lotnisko zostal odwieziony w bardzo wczesnych godzinach rannych. Nie wiem jak wygladala jego podroz i moze nie chce znac szczegolow, bo wystarczy mi to co zobaczylam. Kotek byl ponad 20 godzin w podrozy, bo na kazdym lotnisku obowiazuja procedury. Nie lecial jednym samolotem, tylko mial przesiadke.

Na droge zostal zaopatrzony w wielki pojemnik z woda ( poidelko ), mial wiele warstw ligniny i najwieksza z mozliwych klatek. To jednak nie wystarczylo.

Z lotniska w Toronto odbieralismy kotka potwornie zmeczonego, przestraszonego, odwodnionego, bez grama wody w poidelku, ktora byc moze sie wylala po drodze a moze jej zabraklo. Na domiar tego kotek lezal we wlasnych ekskrementach, wcisniety ze strachu w jeden kacik.

Czy naprawde nikt nie mogl wymienic ligniny, uzupelnic wody? Przeciez jego transport kosztowal prawie 2000zl. Przeciez nie nadawalismy paczki tylko zywa istote i placilismy za transport zwierzecia w godnych warunkach.

Przez wiele dni kotek dochodzil do siebie i to zarowno fizycznie, jak i psychicznie.

Do tej pory w niektorych miejscach na tylnych lapkach brakuje mu futerka, bo wymiociny i mocz zrobily swoje.

Nie chcialabym zeby kiedykolwiek musial znowu podrozowac i byc skazany na nieczule ludzkie serca.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

codzienny syrop klonowy

środa, 14 listopada 2007 1:03

Jestem...
Odeszlam na jakis czas od komputera. Teraz pisze z drugiej strony oceanu, z kraju liscia klonowego i slodkiego syropu.  

Archiwum odeslalam do lamusa, a swoj wpis rozpoczynam od dwoch ostatnich, czerwcowych notatek. Po nich rozpoczal sie na dobre moj nowy rozdzial zycia.

 

Oto dwa ostatnie archiwalne wpisy:

Szukałeś odpowiedzi na nurtujące Cię pytania.
Ja mam wiele pytań na które nie znajduję odpowiedzi.
Przeczytaj to. Może niektórych pytań nie zadasz.

 

Pierwszy list do Koryntian 13,1-13,13
Hymn o miłości
Choćbym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
byłbym jedynie spiżem dźwięczącym
lub cymbałem brzmiącym.
I chociażbym miał dar proroctwa
i znał wszystkie tajemnice
i umiejętność wszelką,
i choćbym miał wszystką wiarę,
tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał:
niczym jestem.
I choćbym rozdał całą majętność moją [ubogim],
i choćbym ciało moje płomieniom wydał,
a miłości bym nie miał,
na nic mi się nie przyda.
Miłość cierpliwa jest, dobra jest;
miłość nie zna zawiści,
nie przechwala się, pychą się nie unosi,
dobrych nie narusza obyczajów,
nie szuka własnej korzyści,
gniewem się nie unosi,
uraz nie pamięta.
Nie raduje się z nieprawości,
lecz cieszy się z triumfu prawdy.
Wszystko znosi w milczeniu, wszystkiemu wierzy,
zawsze jest ufna, wszystko przetrwa.
Miłość nigdy się nie kończy;
proroctwa?- moc swą utracą;
języki?- ustaną;
wiedza?- przeminie.
Bo niedoskonała jest wiedza nasza
i niedoskonałe nasze prorokowanie.
A gdy nadejdzie, co doskonałe-
co niedoskonałe, zaniknie.
Gdy byłem dziecięciem,
mówiłem jak dziecię,
myślałem jak dziecię,
rozumowałem jak dziecię.
Gdy mężem się stałem,
wyzbyłem się tego, co było dziecięce.
Teraz widzimy przez zwierciadło, w zagadce widzimy;
lecz kiedyś- twarzą w twarz.
Teraz niedoskonałe poznaję:
lecz potem poznam tak,
jak sam jestem poznany.
Teraz trwają: wiara, nadzieja, miłość;
tych troje
A z tych największa jest miłość. 

Kolejka po życie
Listopad
Liść opadł
Ale zimno
Chyba spadnie śnieg
Czy ja zawsze muszę się tak spieszyć?
Stanął za mną
Aniele Boże stróżu mój
Ty zawsze przy mnie stój
Ktoś z tyłu zawołał
dla wszystkich nie wystarczy
To nie na moje nerwy
Proszę mnie nie popychać
Po jednym dają
Ja wychodzę
Przytrzymał mnie
Strasznie zimno
Pan jest wyższy
co tam widać z przodu?
Niech się pani przesunie
Proszę mnie nie popychać
No widzi Pan, wystarczyło
Ale zaraz..
Gdzie Pan się podział?


Kolejka po miłość
Sierpień
Ale gorąco
jak dawno nie padało
Aniele Boże stróżu mój
Ty zawsze przy mnie stój
Oczywiście, że poczekam
Nigdzie się nie spieszę
Ktoś z tyłu zawołał
dla wszystkich wystarczy
Może Pan stanąć przedemną
Czy ja już gdzieś Pana nie spotkałam?
Bo widzi Pan wtedy to ja...
Ale zaraz..
Gdzie Pan się podział?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  39 797  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

Pewnie gnałabym w pośpiechu przed siebie gdyby nie Pan Bóg, który zagroził mi zerwaniem kontraktu....
Zmienilam priorytety. Najważniejszym stało się zdrowie...
Wykorzystałam tę jedną, jedyną szansę i urodziłam się na nowo.....

O moim bloogu

Warto pokochać życie. Warto postawić na miłość. Warto zadbać o każdą gałązkę kobiecości.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 39797

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl