Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 233 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Huroni

czwartek, 24 lutego 2011 6:13

Gdzie się podziali Huroni?

W poszukiwaniu szerszej odpowiedzi na zadane mi pytanie o losy Huronów , natrafiłam na ciekawy i wyczerpujący wpis na bloogu:

http://wlodekfenrych.bloog.pl  z dnia 29 listopada 2008roku

Bloog godny polecenia. Jest tam wiele ciekawych artykułów

 

 

 

Gdzie się podziali Huroni?


 Długi dom Huronów.    Jeśli spojrzysz, drogi czytelniku, na mapę Kanady, zobaczysz na północ od Toronto wielkie jezioro Simcoe, na zachód od niego jeszcze większe jezioro Huron, a kraj pomiędzy nimi oznaczony będzie napisem „Huronia". Na nieco dokładniejszej mapie możesz też znaleźć położone nad zatoką Georgian Bay miasto Midland. Na rubieżach tego miasta stoi wyniosła bazylika poświęcona dwóm męczennikom, co przy palu męczarni oddali swoje życie za wiarę. Ściąga ona tłumy katolickich pielgrzymów z całej Kanady. Tuż obok bazyliki, właściwie po drugiej stronie autostrady, stoi obiekt ściągający mniej dewocyjnie nastawionych gości: rekonstrukcja siedemnastowiecznej misji założonej przez owych (wówczas jeszcze żywych) męczenników. Owa rekonstrukcja stanowi muzeum na wolnym powietrzu i składa się z drewnianego fortu w europejskim stylu oraz kilku długich domów, w jakich niegdyś mieszkali Huroni. Te długie domy, analogiczne do irokeskich długich domów, to solidne domostwa kryte od góry do dołu gontem z kory drzewnej. Po muzeum-rekonstrukcji kręcą się osoby ubrane w stroje z epoki, w tym również Indianie, tyle że nie są to Huroni, a Odżibweje. Bo Huronów w Huronii już dawno nie ma, została po nich tylko nazwa. A przecież misja Sainte-Marie-au-pays-des-Hurons powstała po to, by głosić Słowo Boże wśród Huronów. Co się więc stało? Wnętrze Długiego Domu.
    Huroni byli ludem należącym do grupy irokeskiej (dlatego też nie dziwią długie domy w irokeskim stylu). Właściwie nie był to jeden lud, lecz konfederacja czterech plemion, których nazwy dziś mało kto pamięta. Podstawą ich gospodarki było ogrodnictwo, którym zajmowały się kobiety, połączone z myśliwstwem - domeną mężczyzn. W ogrodach wokół wsi hodowana była kukurydza, dynia i fasola, a także tytoń i ziemniaki. To odróżniało Huronów od otaczających ich plemion Algonkińskich, które żyły wyłącznie z polowania. To znaczy nie wyłącznie, pomiędzy Huronami a Algonkinami kwitł handel. Początkowo Huroni wymieniali produkty rolne na produkty lasu, ale na początku ery nowożytnej doszedł jeszcze jeden element: produkty pochodzące z Europy, przede wszystkim metalowe noże i topory oraz szklane paciorki. Towary z Europy przywozili francuscy rybacy, którzy w szesnastym mieku wypływali na niezwykle bogate łowiska Georges Bank, a na wybrzeżu Kanady naprawiali statki i zaopatrywałi się w słodką wodę. Na początku siedemnastego wieku pojawili się francuscy koloniści.
    Twórcą francuskiej kolonii w Kanadzie był Samuel de Champlain, który w 1608 roku założył miasto Quebec. Huroni, chcąc mieć bezpośredni dostęp do europejskich towarów, wkrótce nawiązali z nim kontakt i zaprosili do Huronii, gdzie Champlain rzeczywiście pojechał. Kraj Huronów zrobił na nim wrażenie: obronne wsie solidnych domów otoczone palisadą, ogrody pełne warzyw, wszystko to kontrastowało z szałasami koczowniczych Algonkinów. Z osiadłymi ludami łatwiej jest handlować, dlatego wkrótce do Huronii przybyli francuscy kupcy w poszukiwaniu skór bobrowych. Za kupcami przybyli jezuici w poszukiwaniu zagubionych duszyczek.
 Kaplica w Ste Marie    Założony kilkadziesiąt lat wcześniej zakon jezuitów był dzieckiem swojej epoki. Powstały celem zwalczania Reformacji - a więc poniekąd także głupoty wśród katolików, która tej Reformacji była przyczyną - był zakonem ludzi wysoko wykształconych. Wchłaniał szybko najnowsze osiągnięcia w wielu dziedzinach wiedzy, a w niektórych dziedzinach wręcz przecierał szlaki. Pionierami byli jezuici w dziedzinie językoznawstwa oraz etnologii - nauk wówczas praktycznie nieistniejących. Wszystko to było oczywiście podporządkowane głoszeniu Słowa Bożego. Jezuici wędrowali na kraj świata, by głosić Słowo Boże nowo odkrytym ludom, ale by je głosić, musieli najpierw poznać języki oraz zwyczaje tych ludów. Wędrowali wszędzie, od Japonii, przez Chiny, Indie, Kongo i Paragwaj do... no właśnie, do Huronii. Wtedy to był kraj świata. Wędrowali i czasami odnosili spektakularny sukces, a czasami misja kończyła się ugotowaniem misjonarza w kotle z olejem. Wszystko dlatego, że wysoko wykształceni ojcowie rozumieli wprawdzie bardzo wiele, ale niestety zaślepieni doktryną nie rozumieli wszystkiego.
    Huronom zależało na bezpośrednuim kontakcie z Francuzami, bo tylko w ten sposób mogli utrzymać dominującą pozycję w handlu międzyplemiennym, ale nie tylko dlatego. Wśród ludów irokeskich w tym okresie następował proces formowania się konfederacji politycznych. Dwie z nich - konfederacja Huronów nad jeziorem Simcoe oraz konfederacja Irokezów rezydująca na południe od jeziora Ontario - były w stanie permanentnej wojny. Huroni liczyli, że Francuzi ich w tym konflikcie wesprą. Francuzi propozycję sojuszu zaakceptowali, ale postawili wrunek: Huroni muszą u siebie przyjąć jezuickich misjonarzy.
    Misjonarze wkrótce do Huronii przybyli. Początkowo mieszkali wśród Indain w ich wsiach złożonych z długich domów, uczyli się języka i obyczajów. Zyskiwali przyjaciół, ale ich obecność od początku była przedmiotem kontrowersji. Misjonarzom zarzucano burzenie jedności ludu, a to dlatego, że nowo nawróconym zakazywali oni udziału w plemiennych obrzędach. Indiańskie obrzędy do dziś zawsze się wiążą z rozdawaniem darów, mają one na celu między innymi łagodzić takie destrukcyjne dla społeczności tendencje jak chciwość i zazdrość. Tymczasem misjonarze zakazywali swoim owieczkom udziału w obrzędach, a duchy ze związanych z obrzędami mitów uważali za diabły. Głównym motywem nawrócenia się na chrześcijaństwo była oczywiście chęć indywidualnego zbawienia własnej duszy, co dla indiańskich tradycjonalistów było czystą chciwością oraz odwracaniem się od własnej wspólnoty. Do tego dochodziły najzupełniej materialne korzyści związane z przyjęciem chrztu: Francuzi tylko chrześcijanom sprzedawali broń palną. W związku z tym statystyki chrztów dramatycznie poszły w górę w momencie, kiedy wzrosło zapotrzebowanie na właśnie ten towar. Stało się to w latach czterdziestych siedemnastego wieku.
 Indianka ze szczepu Odżibwejów z czółnem z tworzyw sztucznych.    W 1639 roku jezuici zaczęli działać z rozmachem - wtedy właśnie zbudowano misję Sainte-Marie-au-pays-des-Hurons. Tymczasem nad rzeką Hudson w dziesiejszym stanie Nowy Jork Holendrzy zbudoweali Fort Orange (dziś Albany) i stamtąd handlowali z Irokezami. Holendrzy sprzedawali Irokezom broń palną nie pytając o wyznanie. W tym samym 1639 roku również Irokezi zaczęli działać z rozmachem: napadli po kolei na wsie Huronów, kilku przywódców zabijali przy palu męczarni, a resztę ludności uprowadzali i... adoptowali. Działali systematycznie niszcząc jedną wieś po drugiej, aż pod koniec lat czterdziestych nowowybudowana misja stała dumnie pośród kraju, w którym nie było już pogan. Chrześcijan oczywiście też już nie było. Chrześcijańskich przywódców - konkretnie ojców Brebeufa i Lalemanta - Irokezi potraktowali tak samo, jak wodzów indiańskich; w końcu skoro są przywódcami, to trzeba im dać szansę, by dowiedli swego męstwa przy palu męczarni. Podobno najgorliwsi w dawaniu im tej szansy byli ich starzy dobrzy znajomi, dawni Huroni adoptowani przez Irokezów i odtąd walczący w ich szeregach.
    Huroni oczywiście nie znikli zupełnie. Niektórzy z nich - ci ochrzczeni - uciekli na wschód i osiedlili się w okolicy Quebecu. Nieochrzczeni uciekli za Wielkie Jeziora i tam znani byli później jako Wyandoci. Duża część - w tym cały jeden szczep hurońskiej konfederacji - została zadoptowana przez Irokezów (tego zwyczaju masowej adopcji jeńców również nie rozumieli ani jezuici, ani inni biali obserwatorzy, którzy jeśli już, to chcieli mieć niewolników do pracy na plantacjach). A do kraju zwanego Huronia wprowadzili się Odżibweje z północy i to oni odgrywają dziś rolę Indian w muzeum Ste Marie.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Midland-Kanadyjska Częstochowa cz.2

środa, 23 lutego 2011 17:16

 

Midland-Kanadyjska Częstochowa cz.2

 

W powietrzu daje się wyczuć szczególny zapach, jako że w tym miejscu zaczyna się geograficzna północ. Aromat ten pochodzi z drzew iglastych przeszywanych promieniami słońca.

Sanktuarium położone jest na wzgórzu łagodnie schodzącym do niewielkiej rzeki Wye.

W jej sąsiedztwie znajdują się ruiny osady św. Marii, zbudowanej przez misjonarzy Jezuitów w 1639 roku, jako centrum misyjne pośród narodów Huron.

Dzisiaj Sanktuarium na wzgórzu jest na pozór prostym miejscem, ale równocześnie dość szczególnym. Przyciaga ono wzrok i samotne serca oferując pokój i odwagę powrotu do zmagań z codziennością.

Odwrócmy kartki Kanadyjskiej historii.

Prawie 400 lat temu jezuiccy misjonarze przybyli do kraju Huronów z wielką nadzieją a zarazem odwagą. Przyjechali z pasją i marzeniem by uczyć prostych ludzi jak budować sprawiedliwą chrześcijańską enklawę i żyć w pokoju.

Z założenia Huronia miała stać się chrześcijańskim państwem w Ameryce Północnej. Jezuici wierzyli, że mając wystarczająco dużo czasu są w stanie ochronić indian przed zachłannością białego człowieka. Gdyby nie muszkiety i handel futrami misja mogła zakończyć się powodzeniem.

Przez 10 lat w kraju Huronów św. Maria była centrum misji Jezuitów. Uczyli oni indian jak obchodzić się z ziemią by mogła ich wykarmić, jak żyć w zdrowiu i w zgodzie z prawem. Równocześni dbali oni o ich życie duchowe. Jezuici nauczyli się języka Huronów i życia razem.

Poprzez nienaganny przykład, życzliwość oraz posiadaną wiedzę stanowili oni chrześcijański wzorzec do naśladowania.

Na kartach historii pozostaną jak najszlachetniejsi z misjonarzy.

W 1649 roku Irokezi parli na północ. Wioski Huronów padały jedna za drugą.  Cała Huronia spowita była dymem płonących osad.

Tak 5 misjonarzy zakończyło swój żywot.

Dzisiaj chodząc po sanktuarium można wciąż wyczuć tamte wydarzenia.

Miejsce to szczególnie upodobała sobie polonia kanadyjska udając się co roku na sierpniowe pielgrzymki do Midland, zwanego kanadyjską Częstochową.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Midland- Kanadyjska Częstochowa cz.1

niedziela, 20 lutego 2011 1:28

 

Midland.Kanadyjska Częstochowa.

 

Tak dawno mnie nie było....Może jeszcze nie wszyscy o mnie zapomnieli:)

Troszkę pracowałam naukowo, ale już wróciłam i chcę nadrobić zaległości.

Zapraszam na wycieczkę do magicznego miejsca w Midland.......

 

W powietrzu daje się wyczuć szczególny zapach, jako że w tym miejscu zaczyna się geograficzna północ. Aromat ten pochodzi z drzew iglastych przeszywanych promieniami słońca.

Sanktuarium położone jest na wzgórzu łagodnie schodzącym do niewielkiej rzeki Wye.

W jej sąsiedztwie znajdują się ruiny osady św. Marii, zbudowanej przez misjonarzy Jezuitów w 1639 roku, jako centrum misyjne pośród narodów Huron.

Dzisiaj Sanktuarium na wzgórzu jest na pozór prostym miejscem, ale równocześnie dość szczególnym. Przyciaga ono wzrok i samotne serca oferując pokój i odwagę powrotu do zmagań z codziennością.

Odwrócmy kartki Kanadyjskiej historii.

Prawie 400 lat temu jezuiccy misjonarze przybyli do kraju Huronów z wielką nadzieją a zarazem odwagą. Przyjechali z pasją i marzeniem by uczyć prostych ludzi jak budować sprawiedliwą chrześcijańską enklawę i żyć w pokoju.

Z założenia Huronia miała stać się chrześcijańskim państwem w Ameryce Północnej. Jezuici wierzyli, że mając wystarczająco dużo czasu są w stanie ochronić indian przed zachłannością białego człowieka. Gdyby nie muszkiety i handel futrami misja mogła zakończyć się powodzeniem.

Przez 10 lat w kraju Huronów św. Maria była centrum misji Jezuitów. Uczyli oni indian jak obchodzić się z ziemią by mogła ich wykarmić, jak żyć w zdrowiu i w zgodzie z prawem. Równocześni dbali oni o ich życie duchowe. Jezuici nauczyli się języka Huronów i życia razem.

Poprzez nienaganny przykład, życzliwość oraz posiadaną wiedzę stanowili oni chrześcijański wzorzec do naśladowania.

Na kartach historii pozostaną jak najszlachetniejsi z misjonarzy.

W 1649 roku Irokezi parli na północ. Wioski Huronów padały jedna za drugą.  Cała Huronia spowita była dymem płonących osad.

Tak 5 misjonarzy zakończyło swój żywot.

Dzisiaj chodząc po sanktuarium można wciąż wyczuć tamte wydarzenia.

Miejsce to szczególnie upodobała sobie polonia kanadyjska udając się co roku na sierpniowe pielgrzymki do Midland, zwanego kanadyjską Częstochową.

 


 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  39 803  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

O mnie

Pewnie gnałabym w pośpiechu przed siebie gdyby nie Pan Bóg, który zagroził mi zerwaniem kontraktu....
Zmienilam priorytety. Najważniejszym stało się zdrowie...
Wykorzystałam tę jedną, jedyną szansę i urodziłam się na nowo.....

O moim bloogu

Warto pokochać życie. Warto postawić na miłość. Warto zadbać o każdą gałązkę kobiecości.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 39803

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl